poniedziałek, 28 lutego 2011

Bang bang, Lucky Luke!

- Daltonowie uciekają tramwajem przez wielki korek a policja za nimi - nawijał Speedy. –  Całe mnóstwo policji i Joe mówi: "Wszyscy sobie jeżdżą pod prąd a gdzie jest policja?!" Atak śmiechu wyrzucił Speediego z chodnika na trawnik. Byliśmy w drodze ze szkoły do domu, na początku filmu "Lucky Luke na Dzikim Zachodzie". Mieliśmy przed sobą przeprawę przez miasto oraz ciąg dalszy filmu. Speedy nie uznaje streszczeń.

– Bang bang, Lucky Luke! Bang bang, Lucky Luke! – Speedy podśpiewywał w autobusie machając nogami i szeleszcząc puchowymi spodniami w rytm piosenki.

W domu Speedy włączył Lucky Luke'a.
– Chodź! – wołał mnie co chwila - Teraz będzie bardzo śmieszny moment!
– Wiem - próbowałam wykazać zrozumienie. – Ale teraz nie mogę.
Bzzzyt. Bubu włączył wysuwanie płytki z DVD.
– O nie! - Speedy zawył głosem rannego kojota. – W takim fajnym momencie!
Odciągnięty od telewizora Bubu rzucił się na podłogę i zaczął walić nogami płacząc rozdzierająco. Speedy cofnął spory fragment filmu, żeby zrekompensować sobie straty moralne i podgłośnił.
– Patrz co teraz będzie! – z trudem przekrzykiwał ścieżkę dźwiękową.
– Ścisz! – wydarłam się ile sił w płucach podnosząc płaczącego Bubu.
Cisza, ekran zrobił się niebieski. Zdziwiony Bubu trzymał w ręku pilota.
– Zaraz zwariuję! -  Speedy zgrzytał zębami z wściekłości, cofając film jeszcze dalej niż poprzednio.
–  Ja też! - nie miałam co do tego wątpliwości.
–  Co się dzieje? - Szwed wrócił z pracy.
–  "Szara codzienność: występek, bandyterka i zbrodnia" - rzuciłam za Daltonami.

***

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza