środa, 25 maja 2011

Pełen romantyzm

Chciałam pojechać do lasu. Oznajmiłam to reszcie rodziny. Panowie nie wykazali entuzjazmu.
- Las jest nudny - przemówił w ich imieniu Speedy.

Jechaliśmy więc i jechaliśmy by dotrzeć do miejsca gdzie kończy się szarobure a zaczyna zielone. Na miejscu okazało się, że Speedy ma na sobie szorty i koszulkę z krótkim rękawem chociaż było zimno i wiał wiatr. Speedy demonstracyjnie trząsł się.
- Widzisz jak mnie ubrałeś? - oskarżył Szweda i radośnie dodał. - Teraz będziemy musieli wrócić do domu.
- Pojedziemy do domu, przebierzesz się i tu wrócimy. - wycedziłam przed zaciśnięte zęby.
Oczy Speediego rozszerzyły się ze zdziwienia. Takiego obrotu sprawy nie brał pod uwagę.

Jechaliśmy więc podwójnie długo przez szarobure by powrócić do zielonego. W międzyczasie pogoda się pogorszyła. Mali ludzie mieli na sobie bluzy, kurtki i czapki. W lesie nie było nikogo poza nami.

Bubu spał w wózku. Speedy wlókł się ścieżką noga za nogą pokazując jak bardzo się nudzi.
- Idziemy do ruiny? - spytałam
- Do ruiny? - ożywił się mały - No jasne! Nie wiedziałem, że to jest ten las z ruiną!
Las z ruiną to Morysin, dawny romantyczny park w stylu angielskim. Dziś pseudośredniowieczne ruiny autentycznie się walą a w gęstym lesie nie ma śladu po parkowych alejkach.

Na wieść o czekającej go atrakcji w Speediego wstąpiły nowe siły. Teraz wszystko było fajne: ślimaki, motyle, ślady kopytek odciśnięte w ziemi. Ruina w pełni spełniła jego oczekiwania.
- Może w każdej chwili się zawalić, prawda? - zapytał z zachwytem.
- Yhm - Szwed i ja przytaknęliśmy zgodnie patrząc na to co pozostało z neogotyckiej bramy projektu Marconiego.

Morysin

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza