Szliśmy ze Speedim z Pałacu Ślubów w stronę Rynku Starego Miasta.
- Mam problem - powiedziało dziecko - I trzeba będzie go zaraz rozwiązać.
- Tak?
- W moich butach jest pełno ryżu - oznajmił Speedy z zatroskaną miną.
Na ławce Speedy wytrząsał ryż z butów wspominając niedawno zakończony ślub.
- Uroczyście tam było i podobało mi się jak grali na skrzypcach. Ale najlepsze było rzucanie ryżu i pieniędzy. Gdyby dzieci nie pomogły, nigdy by ich wszystkich nie zebrali.
Speedy zerwał się z ławki i pognał w stronę rynku.
- Pokażę ci gdzie mieszka Bazyliszek - zawołał.
Speedy rozglądał się po okolicznych podwórkach. Nagle stanął przed metalowymi drzwiami.
- To tu! - wykrzyknął - Pamiętam te drzwi. Jak byłem tu ze szkołą powiedzieli nam, że tu jest kryjówka Bazyliszka.
Speedy próbował wdrapać się po ścianie, żeby zajrzeć przez zakratowane okienko znajdujące się w drzwiach.
- Nie mogę dosięgnąć - wysapał.
Podsadziłam Speediego, żeby mógł zajrzeć przez kraty.
- Eeeeee - zawołał rozczarowany - Tu jest zwykły śmietnik.
Po drugiej stronie drzwi stały dwa zielone, plastikowe kubły na odpadki.
- To jakaś ściema - stwierdził Speedy - Po co Bazyliszek miałby mieszkać pod śmietnikiem?
Było zimno. Poszliśmy się ogrzać do "To lubię". W piątek koło południa na piętrze kawiarni nie było nikogo poza nami. Usiedliśmy obok okna wychodzącego na ulicę Freta. Na dworze przechodnie kulili się przed wiatrem. "To lubię" wypełniał łagodny jazz i zapach ciastek.
Speedy poprawił krawat, który założył na niedawną uroczystość. Z godnością przystąpił do konsumpcji ogromnej bezy, która spoczywała na jego talerzu.
- Mniam - wymamrotał z pełną buzią - Chyba pęknę ze smacznego smaku!
To lubię
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knajpki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knajpki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 17 marca 2012
sobota, 25 lutego 2012
Manewry na antresoli
Był wieczór. Padało. Speedy ślizgał się na resztkach topniejącego śniegu. Strugi szaroburej mazi rozbryzgiwały spod jego stóp.
- A to do tej kawiarni idziemy - zawołał na widok oświetlonych okien Kredki - Fajnie!
- O! - ożywił się Bubu podróżujący w ramionach Szweda.
W Kredce zajęliśmy ostatni wolny stolik. Zdjęte przez nas mokre ubrania piętrzyły się na jednym z foteli. Stos czapek, szalików i kurtek wieńczyły ubłocone spodnie narciarskie Speediego.
- Dobrze, że nie poszliśmy do jakiejś niedzieciowej knajpki - stwierdziłam.
- Yhm - przytaknął Szwed wtłaczając stópki Bubu do zimowych butów.
Po chwili Koty Psoty pobiegły na pięterko gdzie znajdowało się miejsce zabaw dla dzieci. Na górze była zjeżdżalnia i platikowe bujaczki. Bubu wahał się czy dołączyć do bawiących się dzieci. Speedy wziął na siebie rolę kaowca. Wcisnął się w plastikowy tunel, w którym wyglądał jak wielki zielony wąż.
- Nie bój się - wołał do Bubu - Patrz, jestem strasznym potworem. Sssssssssssss - syczał do dzieci robiąc groźne miny.
Bubu nie dał się namówić na zabawę na pięterku ale spodobały mu się znajdujące się pod nim katakumby. Wpełzł tam i zniknął z pola widzenia. Na moją prośbę Speedy ruszył na poszukiwania brata.
- Widzę go - zawołał po chwili - Jest tu i zjada kurz. Wszystko w porządku!
Później Koty Psoty przeniosły się do sali, w której odbywają się zajęcia dla dzieci. Na podłodze leżały pozostałości po balu karnawałowym. Speedy przymierzał papierowe meloniki i maski. Bubu był zafascynowany porzuconymi koralami i bransoletkami.
Po chwili Speedy zawędrował do rogu sali i wszedł po drabinie na antresolę służącą do przechowywania rzeczy. Bubu pobiegł za Speedim i błyskawicznie wspiął się na górę.
- Pilnuj go! - krzyknęłam do Speediego wciskając się do kąta z drabiną. Kiedy weszłam na górę zachwycony Bubu uciekał przed Speedim, który próbował go złapać. W końcu wpadł w moje ręce ale nie zamierzał dać się zdjąć z antresoli.
Stałam na górze, trzymałam Bubu za ręce i usiłowałam opuścić go na dół. Na dole Speedy z wyciągniętymi do góry ramionami miał przejąć brata. Bubu wił się jak piskorz zwisając wzdłuż drabinki. Czepiał się szczebelków nogami zaśmiewając się przy tym do rozpuku. Po wielu manewrach udało się nam ściągnąć Bubu z antresoli. Wykończeni poszliśmy do stolika. Niesiony przeze mnie Bubu protestował głośno wymachując w powietrzu wszystkimi kończynami.
Na miejscu czekały na nas ciastka. Speediemu zasmakowała tarta cytrynowa. Bubu wręcz przeciwnie, z obrzydzeniem wypluł kawałek, który dostał na spróbowanie.
- To! - zażądał pokazując na tartę karmelową. Tym razem nie było reklamacji.
Speedy cichaczem wymknął się na antresolę. Bubu zajęty gryzieniem słomek i przelewaniem soczku ze szklanki do szklanki nie zauważył jego nieobecności.
Zrobiło się późno, trzeba było jechać do domu. Rozdzieliliśmy między siebie zamokłe ubrania. Weszliśmy jeszcze do sklepowej części Kredki. Wśród książek, płyt i zabawek znaleźliśmy prezent urodzinowy dla zaprzyjaźnionej dwulatki. Z torbą, z której wystawały królicze uszy, wyszliśmy na deszcz.
Kredkafe
- A to do tej kawiarni idziemy - zawołał na widok oświetlonych okien Kredki - Fajnie!
- O! - ożywił się Bubu podróżujący w ramionach Szweda.
W Kredce zajęliśmy ostatni wolny stolik. Zdjęte przez nas mokre ubrania piętrzyły się na jednym z foteli. Stos czapek, szalików i kurtek wieńczyły ubłocone spodnie narciarskie Speediego.
- Dobrze, że nie poszliśmy do jakiejś niedzieciowej knajpki - stwierdziłam.
- Yhm - przytaknął Szwed wtłaczając stópki Bubu do zimowych butów.
Po chwili Koty Psoty pobiegły na pięterko gdzie znajdowało się miejsce zabaw dla dzieci. Na górze była zjeżdżalnia i platikowe bujaczki. Bubu wahał się czy dołączyć do bawiących się dzieci. Speedy wziął na siebie rolę kaowca. Wcisnął się w plastikowy tunel, w którym wyglądał jak wielki zielony wąż.
- Nie bój się - wołał do Bubu - Patrz, jestem strasznym potworem. Sssssssssssss - syczał do dzieci robiąc groźne miny.
Bubu nie dał się namówić na zabawę na pięterku ale spodobały mu się znajdujące się pod nim katakumby. Wpełzł tam i zniknął z pola widzenia. Na moją prośbę Speedy ruszył na poszukiwania brata.
- Widzę go - zawołał po chwili - Jest tu i zjada kurz. Wszystko w porządku!
Później Koty Psoty przeniosły się do sali, w której odbywają się zajęcia dla dzieci. Na podłodze leżały pozostałości po balu karnawałowym. Speedy przymierzał papierowe meloniki i maski. Bubu był zafascynowany porzuconymi koralami i bransoletkami.
Po chwili Speedy zawędrował do rogu sali i wszedł po drabinie na antresolę służącą do przechowywania rzeczy. Bubu pobiegł za Speedim i błyskawicznie wspiął się na górę.
- Pilnuj go! - krzyknęłam do Speediego wciskając się do kąta z drabiną. Kiedy weszłam na górę zachwycony Bubu uciekał przed Speedim, który próbował go złapać. W końcu wpadł w moje ręce ale nie zamierzał dać się zdjąć z antresoli.
Stałam na górze, trzymałam Bubu za ręce i usiłowałam opuścić go na dół. Na dole Speedy z wyciągniętymi do góry ramionami miał przejąć brata. Bubu wił się jak piskorz zwisając wzdłuż drabinki. Czepiał się szczebelków nogami zaśmiewając się przy tym do rozpuku. Po wielu manewrach udało się nam ściągnąć Bubu z antresoli. Wykończeni poszliśmy do stolika. Niesiony przeze mnie Bubu protestował głośno wymachując w powietrzu wszystkimi kończynami.
Na miejscu czekały na nas ciastka. Speediemu zasmakowała tarta cytrynowa. Bubu wręcz przeciwnie, z obrzydzeniem wypluł kawałek, który dostał na spróbowanie.
- To! - zażądał pokazując na tartę karmelową. Tym razem nie było reklamacji.
Speedy cichaczem wymknął się na antresolę. Bubu zajęty gryzieniem słomek i przelewaniem soczku ze szklanki do szklanki nie zauważył jego nieobecności.
Zrobiło się późno, trzeba było jechać do domu. Rozdzieliliśmy między siebie zamokłe ubrania. Weszliśmy jeszcze do sklepowej części Kredki. Wśród książek, płyt i zabawek znaleźliśmy prezent urodzinowy dla zaprzyjaźnionej dwulatki. Z torbą, z której wystawały królicze uszy, wyszliśmy na deszcz.
Kredkafe
środa, 24 sierpnia 2011
Lola!
Bubu wbiegł do kawiarni "Kolonia" gdzie obrał kierunek na stojącą przy barze zamrażarkę, w której znajdowały się lody.
- Lola! - zażądał.
- Nie kupię ci teraz loda - powiedziałam dziecku - Musisz najpierw zjeść coś porządnego.
- Lola! - Bubu miał inne zdanie na ten temat.
- Dostaniesz loda później - wyjaśniłam - Chodź pójdziemy do ogródka, pozjeżdżasz na zjeżdżalni.
- Lola! - Bubu nie dawał za wygraną.
- Loda teraz nie będzie - wzięłam Bubu na ręce i zaniosłam do wysypanego piaskiem ogródka kawiarni z placykiem zabaw dla maluchów.
Gdy postawiłam Bubu na ziemi odwrócił się pięcie i pognał do zamrażarki.
- Looooooolaaaaaaa!
Po chwili siedziliśmy przy stoliku gdzie zadowolony Bubu nadgryzał czubek czekoladowo-waniliowego Nesquika. Było ciepło. W krótkim czasie Nesquik ściekał wzdłuż patyczka i dalej po ręce Bubu.
- Daj, wytrę to co się rozpuściło - schyliłam się nad Bubu z serwetką w ręce.
- Oddaj! - krzyknął Bubu i poderwał się z krzesła. Rozciapany Nesquik zachwiał się niepokojąco po czym odkleił od patyczka i wylądowal na koszulce małego .
- Lola bam! - podsumował sprawę Bubu i niezważając na obklejającą go czekoladową mazię poszedł do ogródka Kolonii żeby pozjeżdżać na zjeżdżalni.
***
Kolonia
- Lola! - zażądał.
- Nie kupię ci teraz loda - powiedziałam dziecku - Musisz najpierw zjeść coś porządnego.
- Lola! - Bubu miał inne zdanie na ten temat.
- Dostaniesz loda później - wyjaśniłam - Chodź pójdziemy do ogródka, pozjeżdżasz na zjeżdżalni.
- Lola! - Bubu nie dawał za wygraną.
- Loda teraz nie będzie - wzięłam Bubu na ręce i zaniosłam do wysypanego piaskiem ogródka kawiarni z placykiem zabaw dla maluchów.
Gdy postawiłam Bubu na ziemi odwrócił się pięcie i pognał do zamrażarki.
- Looooooolaaaaaaa!
Po chwili siedziliśmy przy stoliku gdzie zadowolony Bubu nadgryzał czubek czekoladowo-waniliowego Nesquika. Było ciepło. W krótkim czasie Nesquik ściekał wzdłuż patyczka i dalej po ręce Bubu.
- Daj, wytrę to co się rozpuściło - schyliłam się nad Bubu z serwetką w ręce.
- Oddaj! - krzyknął Bubu i poderwał się z krzesła. Rozciapany Nesquik zachwiał się niepokojąco po czym odkleił od patyczka i wylądowal na koszulce małego .
- Lola bam! - podsumował sprawę Bubu i niezważając na obklejającą go czekoladową mazię poszedł do ogródka Kolonii żeby pozjeżdżać na zjeżdżalni.
***
Kolonia
wtorek, 8 marca 2011
Symboliczny cukier
Wygłodniały Speedy wszedł do kawiarni Szczotki Pędzle. Omiótł spojrzeniem pierwszą salkę z barem i wkroczył do następnej, gdzie wybrał dla nas miejsce na sofie. Rozebranie się z zimowych warstw zabrało sporo czasu, w końcu Speedy był gotów do złożenia zamówienia. Stanęło na jego ulubionym zestawie czyli tostach oraz soku jabłkowym. Szwed i ja wzięliśmy kawę. Dziewczyna za ladą zapisała wszystko w milczeniu. Jej twarz wyrażała bezgraniczne znudzenie.
Speedy zasiadł na sofie i rozejrzał się w koło. Byliśmy w kawiarni sami.
– Ta pani nie ma za dużo gości. – stwierdził. – Nie jest zbyt miła.
– Ciiiii! – posłałam Speediemu ostrzegawcze spojrzenie.
– No i nie jest tu ładnie. – kontynuował niezrażony Speedy, wielbiciel bezwstydnego luksusu we wnętrzach: wielkich kryształowych żyrandoli, luster w złotych ramach, rzeźb koni naturalnej wielkości oraz podświetlanych wanien. Obskurnie urokliwe wnętrze Szczotek Pędzli nie było w jego guście.
Przyszło nasze zamówienie. Speedy nadgryzł tosta i stwierdził:
– Niezły, ale wolę te z Myszką Mickey.
Tosty z Myszką Mickey można dostać w Kolonii. Kiedy Speedy pierwszy raz o nich usłyszał aż zaniemówił ze zdziwienia po czym wymamarotał:
– Wolałbym z serem...
Kiedy zrozumiał, że myszka występuje w tostach jedynie w formie obrazka zapieczonego na chlebie został ich fanem.
W Szczotkach Pędzlach Speedy poszedł do baru, żeby poprosić o słomkę. Słomki były dostępne co w jego oczach oznaczało, że lokal trzyma poziom. Przy okazji Speedy zauważył, że na ladzie znajduje się naczynie z cukrem w kostkach w kształcie karcianych symboli. Dziecko oniemiało z zachwytu nad tym nieznanym sobie wcześniej wytworem ludzkiego geniuszu.
– Patrzcie jakie faaajne! – Speedy wpatrywał się w cukrowe piki i kiery. Resztę pobytu w knajpce spędził na bieganiu do baru, przynoszeniu kostek, podziwianiu ich, po czym zjadaniu.
Z trudem wyciągnęliśmy małego ze Szczotek Pędzli, strasząc go dziurami w zębach i przekupując nowym numerem "Czarodziejskiej Kury".
– Jeszcze tu wrócę! – rzucił Speedy na odchodnym, wbijając wzrok w dziewczynę za ladą. Na jej twarzy pojawił się strach.
***
Subskrybuj:
Posty (Atom)