sobota, 17 marca 2012

Bazyliszek i beza

Szliśmy ze Speedim z Pałacu Ślubów w stronę Rynku Starego Miasta.
- Mam problem - powiedziało dziecko -  I trzeba będzie go zaraz rozwiązać.
- Tak?
- W moich butach jest pełno ryżu - oznajmił Speedy z zatroskaną miną.

Na ławce Speedy wytrząsał ryż z butów wspominając niedawno zakończony ślub.
- Uroczyście tam było i podobało mi się jak grali na skrzypcach. Ale najlepsze było rzucanie ryżu i pieniędzy. Gdyby dzieci nie pomogły, nigdy by ich wszystkich nie zebrali.

Speedy zerwał się z ławki i pognał w stronę rynku.
- Pokażę ci gdzie mieszka Bazyliszek - zawołał.
Speedy rozglądał się po okolicznych podwórkach. Nagle stanął przed metalowymi drzwiami.
- To tu! - wykrzyknął - Pamiętam te drzwi. Jak byłem tu ze szkołą powiedzieli nam, że tu jest kryjówka Bazyliszka.
Speedy próbował wdrapać się po ścianie, żeby zajrzeć przez zakratowane okienko znajdujące się w drzwiach.
- Nie mogę dosięgnąć - wysapał.
Podsadziłam Speediego, żeby mógł zajrzeć przez kraty.
- Eeeeee - zawołał rozczarowany - Tu jest zwykły śmietnik.
Po drugiej stronie drzwi stały dwa zielone, plastikowe kubły na odpadki.
- To jakaś ściema - stwierdził Speedy - Po co Bazyliszek miałby mieszkać pod śmietnikiem?

Było zimno. Poszliśmy się ogrzać do "To lubię". W piątek koło południa na piętrze kawiarni nie było nikogo poza nami. Usiedliśmy obok okna wychodzącego na ulicę Freta. Na dworze przechodnie kulili się przed wiatrem. "To lubię" wypełniał łagodny jazz i zapach ciastek.

Speedy poprawił krawat, który założył na niedawną uroczystość. Z godnością przystąpił do konsumpcji ogromnej bezy, która spoczywała na jego talerzu.
- Mniam - wymamrotał z pełną buzią - Chyba pęknę ze smacznego smaku!

To lubię

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza